Archive for the ‘Przyczyny depresji u kobiet’ Category

STRES, NIEPOKÓJ I DEPRESJA

A oto zaskoczenie: przedłużający się, nadmierny stres jest jedną z głów­nych przyczyn niepokoju i depresji u kobiet. Stres może być również powodem najrozmaitszych fizycznych dolegliwości. Wyraźnie widać, że jest to produkt uboczny naszej zaawansowanej technologicznie, zagonionej współczesnej cywilizacji, a szerząca się obecnie epidemia chorób związanych ze stresem oraz depresji nie przypomina niczego, co dotąd obserwowaliśmy. Wszystko to ma miejsce pomimo paradok­salnego postępu w medycynie.

Nie wiedzieć czemu, stoimy w obliczu bardziej skomplikowanych i pogarszających sytuację czynników niż dotychczas, w rezultacie zaś „nadmiernie pobudzamy nasz system stresogennego reagowania… a wiele rozwiązań cechuje się zbytnią zawiłością, utrudniając skutecz­ne leczenie”.

Jak więc radzą sobie kobiety?

Kobiety oczywiście nie uniknęły stresu dzisiejszego zapędzonego świata. W rzeczywistości mogą go odczuwać dotkliwiej niż mężczyźni. Próby pogodzenia życia zawodowego, decyzji związanych z karierą, potrzeb w zakresie wykształcenia, harmonogramu rodzinnego, trosk finansowych, wychowywania i opieki nad dziećmi, nie są dla nikogo łatwe. Zwłaszcza matki pracujące, czy to zamężne czy samotne, praw­dopodobnie znajdują się na pierwszym miejscu listy osób doświadcza­jących wyższego poziomu stresu, zarówno w pracy, jak i w domu.

W dzisiejszej dobie wszystko odbywa się szybko, a jest to tylko jeden z czynników mogących zwiększyć stres już obciążonej kobiety. Dodajmy do tego złożoność życia plus zmniejszenie ilości kontaktów społecznych oraz długość procesu powrotu do zdrowia, a zauważymy, że w wielu przypadkach nie ma równowagi w doborze priorytetów. Kobiety znajdują się pod wpływem wzmożonego hałasu, skażonego powietrza i „choroby pośpiechu”. Od strony emocjonalnej, jak nigdy przedtem, muszą obecnie martwić się, skąd przyjdą pieniądze. Oso­biście nie znamy żadnej kobiety, która nie doświadczałaby frustracji i obciążeń związanych z próbami pogodzenia pracy i obowiązków ro­dzinnych. Wiele z nich odczuwa lęk, niepewność i izolację.

Stres nie jest jednak tylko problemem fizycznym. Kobiety zmagają się również w sferze duchowej, a wiele z nich przeżywa „wewnętrz­ną pustkę”. Brakuje im sensu, celu i nadziei na przyszłość. Kontakty społeczne i systemy wsparcia ulegają rozpadowi z powodu szeroko rozpowszechnionych rozwodów, separacji, napięć w małżeństwie i niefortunnego stylu życia, polegającego na ciągłym przemieszczaniu się. Owo chroniczne napięcie i poczucie wyobcowania przyczyniają się znacznie bardziej do choroby stresu i depresji, niż większość z nas so­bie to uświadamia.

Rozwiń w sobie właściwe spojrzenie na stratę

Krok ten w naturalny sposób wynika z poprzedniego. Stratę należy umieścić w kontekście szerszej perspektywy życia. Właśnie w tym mo­mencie poznanie Boga przez osobę Jezusa Chrystusa może nam pomóc w przystosowaniu się do straty. Daje nam perspektywę, z której łatwiej nasze straty ocenić i zinterpretować przyszłość. Obdarza nas nadzie­ją, iż mimo straszliwych życiowych ciosów istnieje dla nas przyszłość. Jest to w swej istocie krok duchowy, który możemy uczynić przez mod­litwę i moc Bożego Ducha.

Końcowa uwaga

Kobiety mogą cierpieć z powodu głębokich emocjonalnych ran za­danych przez straty doznane w życiu – zranień przenikających do głębi ich istoty. Gdy wpadają w głęboką depresję i nic z nią nie robią, niszczą nie tylko siebie, lecz również wszystkich, których kochają i przez któ­rych są kochane.

Proces smutku opisany w niniejszym wpisie jest w istocie proce­sem normalnym w tym sensie, że wszyscy posiadamy zdolność adap­tacji i opłakiwania naszych strat. Aby zachować zdrowie, musimy na­uczyć się przeżyć ból z ich powodu. Jeśli nie pozwolimy sobie na prze­życie żałoby lub nie poświęcimy czasu na proces opłakiwania, normal­na depresja zamienia się w jej kliniczną odmianę, a pomoc specjalisty staje się koniecznością. Jeśli czujesz, że utraciłaś kontrolę nad procesem opłakiwania, mocno zachęcamy cię, abyś od razu zwróciła się o pomoc.

Stwórz właściwe warunki dla procesu smutku

Jedną z konsekwencji analizowania uczucia straty jest intensyfikacja uczucia depresji. To bardzo ważne, gdyż ułatwia proces opłakiwania. Stwierdzenie może się wydać paradoksalne, ale w depresji reaktywnej, im głębiej jej doświadczamy, tym szybciej wracamy do zdrowia. Zwal­czanie jej lub próba zminimalizowania bólu jedynie ją wydłuża.

Gdy tylko poczujesz, że naprawdę rozumiesz swoją stratę, zrób krok, ułatwiając sobie proces opłakiwania przez przyzwolenie, by uczucia depresji się spotęgowały. Pozwól sobie na uczucie bólu. Nie uciekaj przed nim. Uzdrowienie następuje wówczas, gdy pozwalasz sobie na przejście przez cały proces smutku.

Nie wzbraniaj się przed płaczem i uczuciem depresji przynajmniej przez pewien czas. Twoje ciało, umysł i dusza powiedzą ci, kiedy na­stąpi koniec. Jeśli jednak nigdy tego procesu nie rozpoczniesz, smutek nigdy się nie skończy!

Spójrz w oczy rzeczywistości

Ostatecznym skutkiem depresji reaktywnej jest możliwość zosta­wienia wszystkiego za sobą. Im szybciej zaakceptujesz rzeczywistość straty – zakładając, że jest ona realna – tym szybciej będzie przebiegał twój proces wydobywania się z depresji.

Krok ten pomoże ci więc zaakceptować realność straty. Zaprzecza­nie jest rzeczą powszechną na początku depresji. Pobożne życzenia usiłują przywrócić to, co stracone, lub stratę opóźnić. Należy się strzec jednego i drugiego. Podstawowym elementem jest tutaj modlitwa. W bolesnych momentach Bóg przychodzi do nas z pociechą i otuchą.

Oddziel wyimaginowane i potencjalne straty od realnych

Oprócz kategorii strat konkretnych i abstrakcyjnych, istnieją straty wyimaginowane lub potencjalne. Jest rzeczą ważną, by je zidentyfiko­wać, gdyż proces opłakiwania może się odbywać jedynie nad stratami realnymi. Inaczej mówiąc, nie możesz smucić się z powodu strat wy­imaginowanych, ani też w pełni opłakiwać strat potencjalnych.

Kiedy twoja strata jest wyimaginowana lub zawiera wyimagino­wane elementy, musisz spróbować zamienić je na straty realne. Sko­ro nie potrafisz, odrzuć je. Możesz to uczynić, testując rzeczywistość lub dochodząc prawdy. Skoro przechodzisz depresję z powodu lęku, że mogłaś zapaść na raka piersi, idź do lekarza, aby cię zbadał. Jeśli spró­bujesz żyć z wyimaginowanymi lękami, doprowadzą cię do depresji. Kiedy bowiem nie ma czego opłakiwać, nie jesteś w stanie się owych wyimaginowanych strat pozbyć. W ten sposób rozwija się wiele kobie­cych depresji.

Straty potencjalne również uruchamiają proces opłakiwania. Jeśli jednak nie nastąpiła żadna faktyczna strata, proces twojego opłakiwa­nia nie może się dopełnić.

Zrozum wszystkie aspekty

Drugi krok polega na pełniejszym zrozumieniu złożoności każdej straty. Każdy jej aspekt musi być przeanalizowany w taki sposób, aby mógł ci pomóc w twoim opłakiwaniu. Każdy z nas doświadcza tej sa­mej straty w inny sposób. Posiadamy swoje własne, typowe dla nas emocjonalne linie papilarne. Różnimy się pod względem historii na­szych strat, w świecie naszych wartości i światopoglądów. Niektórzy z nas bardziej podkreślają wartości społeczne, a inni straty materialne.

Oddziel to, co konkretne, od tego, co abstrakcyjne

Wszystkie straty oraz każdy ich aspekt można podzielić na dwie ogólne kategorie: konkretną lub abstrakcyjną. Jest rzeczą pomocną gdy potrafisz je od siebie oddzielić, gdyż łatwiej zostawić za sobą stra­ty konkretne i realne.

Straty abstrakcyjne są trudniejsze do uchwycenia i w rezultacie trud­niej je opłakiwać. Mogą istnieć wyłącznie w umyśle, niemniej jednak naprawdę istnieją. Utrata miłości, samokontroli, poszanowania samej siebie, ambicji, poczucia Bożej obecności, panowania nad sobą oraz szacunku dla innych, to przykłady abstrakcyjnych idei, które możemy utracić.

Konkretne straty bywają łatwiejsze do przezwyciężenia, lecz zdarza się, że są zarazem powiązane ze znaczącymi stratami abstrakcyjnymi. Oto przykład: przypuśćmy, że oddałam rękopis wydawcy, a on go od­rzucił. Konkretna strata (zwrot dokumentu z towarzyszącym mu listem odmownym) jest stratą najmniej znaczącą. Mogę zawsze spróbować zapytać kolejnego wydawcę. Większą stratą będzie skutek owego od­rzucenia w moich uczuciach. Prawdopodobnie dojdę do wniosku, że jestem do niczego. Zakwestionuję swoje kompetencje i zacznę irracjo­nalnie sądzić, że nigdy już nie potrafię napisać kolejnej książki. Będę roztaczała przed sobą wizję wielokrotnego odrzucenia, a w międzycza­sie spowoduję kolejne straty, które jedynie pogrążą mnie w większej depresji.

Im lepiej zrozumiem straty, tym łatwiej będzie mi oddzielić non­sens od tego, co sensowne, abym mogła skupić się na opłakiwaniu tego drugiego. Ponieważ straty abstrakcyjne są mniej uchwytne, łatwiej je zniekształcić i niewłaściwie wyobrazić. Musisz sprowadzić swój pro­ces opłakiwania z powrotem do realnego świata.

Siedem kroków prowadzących do zdrowia

Teraz zabiorę głos ja – doktor Hart. Opierając się na moim do­świadczeniu w poradnictwie, odkryłem siedem niezależnych kroków, prowadzących do wyleczenia depresji reaktywnej. Możesz spróbować sama podjąć wspomniane kroki. Bardzo bym cię jednak zachęcał, abyś uczyniła to z pomocą przyjaciółki, przyjaciela lub doradcy. Każdy krok prowadzi do następnego, a w trakcie tego pomocną rzeczą będzie, gdy swój proces rozwoju i leczenia zapiszesz w dzienniku.

Określ stratę

Niektóre straty można z łatwością rozpoznać. Są dotykalne, wy­mierne i widoczne. Inne natomiast nie. Trudno je uchwycić i pojąć. Mogą to być jedynie myśli w twojej głowie lub mgliste uczucia. Skoro jednak jesteśmy w stanie opłakiwać tylko to, co świadomie utraciliśmy, pierwszym krokiem w pokonywaniu reaktywnej depresji jest określe­nie, co to tak naprawdę było.

Bardzo niewiele życiowych strat jest prostych w swoim charakte­rze. Każda poważniejsza strata może obejmować wiele mniejszych. Duża strata przypomina brylant z wieloma płaszczyznami lub oblicza­mi. To właśnie owe powierzchnie sprawiają, że brylant błyszczy. Im więcej powierzchni, tym bardziej lśniący klejnot. Straty również mają wiele oblicz. Gdy na przykład zostałaś zwolniona z pracy, nie dozna­łaś pojedynczej straty, lecz wielu. Istnieje utrata wynagrodzenia (strata rzeczywista), utrata statusu, który zdobyłaś, otrzymując intratne zatrud­nienie (strata abstrakcyjna), utrata twarzy lub uczucie upokorzenia ze względu na konieczność podzielenia się ze współmałżonkiem i przyja­ciółmi informacją o zwolnieniu (również strata abstrakcyjna). Istnieje również ryzyko straty polegającej na tym, że możesz nie znaleźć innej dobrej pracy, utracić przyjaciół w firmie oraz pożegnać się ze znanym ci środowiskiem i przyjemną rutyną. To jednak tylko początek. Musisz wydobyć na jaw wszystko, abyś mogła dostrzec cały obraz.

Przynieś wszystko pod krzyż

Jako chrześcijanie, zostaliśmy w niepowtarzalny sposób wyposaże­ni do radzenia sobie z reaktywną depresją. Nasza wiara nie tylko udo­stępnia nam zasoby Ducha Świętego, by pomóc pogodzić się ze stratą, lecz daje również wgląd w główne życiowe problemy – uświadamia nam, że życie przemija. W końcu stracimy wszystko, co na tej ziemi mamy, włącznie z własnym życiem.

Ludzka natura jest niesłychanie nieustępliwa. Ze względu na bez­pieczeństwo, strach lub wygodę, łatwo się nie poddajemy. Jeśli kocha­my, chcemy też brać w posiadanie. Chęć zdobycia czegoś upragnione­go staje się dla nas obsesją. Potężne siły przyciągają nas ku rzeczom, które posiadamy na własność. Ponieważ lgniemy do majętności, idei, reputacji i ludzi, głęboko przeżywamy ich utratę, a pojawiająca się po­tem depresja jest niepotrzebnie bolesna i długa. Jej problem nie polega na stracie, lecz na przywiązaniu się do utraconego obiektu. Musimy nauczyć się zostawiać go za sobą.

Jest to jeden z bolesnych elementów ludzkiej egzystencji: zbytnio przywiązujemy się do życia i jego korzyści. Nadmiernie wiążemy się z naszymi współmałżonkami, rodzicami, dziećmi, opiniami, ambicjami i ideami. Dobrowolne rezygnowanie z nich jest dostatecznie bolesne, a gdy zostają nam zabrane, nie możemy tego znieść. A co by było, gdy­byśmy się do nich nie przywiązywali? Czy obawiamy się, że możemy stać się nieczuli i gruboskórni? Głównym wezwaniem Ewangelii jest jednak to, byśmy zostawili wszystko, do czego lgniemy, i znaleźli bez­pieczeństwo w nieśmiertelnym Zbawicielu.

Na dnie

Jak już stwierdziliśmy, wszelkie straty muszą być opłakane, bez względu na to, czy były one nieuchronne, czy nie. Jeśli opłakiwanie nie jest dokonywane w sposób właściwy, w rezultacie pojawi się reak­tywna depresja. Nie należy w żaden sposób lekceważyć siły jej wpły­wu na twoje życie. Wiele samobójstw nie wynika jedynie z poważnych depresji biologicznych, lecz również z silnych depresji reaktywnych. To znowu ja – doktor Hart: psychoterapią ludzi pogrążonych w żałobie zajmowałem się dość dużo. Jednym z największych wyzwań terapeuty jest ponowne zaszczepienie im chęci do życia.

Fizyczne symptomy depresji reaktywnej, np. letarg i nadmierna ilość snu, nie wzbudzają takiego niepokoju, jak objawy innych jej odmian. Smutek jednak może wgryźć się znacznie głębiej w psychikę ludzką i oddziaływać przez dłuższy czas. Możesz odczuwać potępienie, a na­wet odrzucenie przez Boga. Przyjaciele mogą próbować cię pocieszać, ale twoje emocjonalne uszy są głuche na ich zapewnienia. Czujesz to, co czujesz, bez względu na to, co mówią. Doświadczasz udręki niepokoju, podczas gdy twoi przyjaciele obstają przy zapewnianiu, że wszystko będzie dobrze. Lęk przenika każdy aspekt twojego życia, odbierając ci pewność siebie. Nie jesteś w stanie podjąć najmniejszych decyzji.

W depresji reaktywnej możesz mieć spore poczucie winy, zwłasz­cza gdy czujesz się odpowiedzialna za stratę, którą poniosłaś. Myśle­nie racjonalne jest wtedy niezwykle trudne. Często wydaje ci się, że twój mózg przestał pracować, gdyż nie potrafisz myśleć. Nawet jeśli odczuwasz głęboki smutek, twój umysł wydaje się zamknięty na wszel­kie inne emocje. Każda czynność i myśl wywołuje niepokój. Czujesz się jak nieudacznica i błagasz o wybaczenie. Chcesz wymierzyć sobie karę w nadziei, że pozbędziesz się okropnego wewnętrznego wyrzutu. Przypominasz sobie złe rzeczy, których się dopuściłaś jako dziecko, i żałujesz, że nie możesz cofnąć się w czasie i wszystkiego naprawić. Czasem budzisz się rano z uczuciem, jakby życie wróciło do normy. Za chwilę jednak wszystko sobie przypominasz i poczucie straty związane z twoją depresją znowu powraca, by nękać cię przez resztę dnia.

U niektórych kobiet uczucia są łagodne, pozwalając im się szybko z nich otrząsnąć. Inne zaś potrzebują czasu – i to dużo. Jeszcze inne doświadczają głębokiego bólu, który nie chce ustąpić. Każda ze strat musi zostać opłakana, jeśli chcesz ponownie odzyskać poczucie nadziei i szczęścia.

Dzieci mogą cię zawieść

Większość małżeństw nie potrafi nawet sobie wyobrazić, jak wy­glądałoby życie bez dzieci. Wraz z ich wzrostem zaczynamy od nich oczekiwać rozwoju. Czasami nasze marzenia są niebotyczne i trzeba je sprowadzić na ziemię. Gdy jednak nasze dzieci stają się nastolatkami, zaczynamy akceptować ich ograniczenia, choć nadal mamy nadzieję, że zdobędą powodzenie i będą prowadzić spełnione i szczęśliwe życie.

Co jednak, gdy tak się nie stanie? A jeśli spotka ich jakieś nieszczę­ście? Albo pociągną narkotyki lub wpadną w złe towarzystwo i znajdą się w poważnych kłopotach? Zdarza się to nawet w najlepszych krę­gach. Znaliśmy dobrych rodziców kompletnie zdruzgotanych z powodu niesfornego dziecka, które zupełnie się wykoleiło. Gdy tak się dzieje, wszystkie twoje marzenia idą na marne. W świetle takiego rozczaro­wania życie wydaje ci się stratą czasu. Podobne zjawiska mają miejsce znacznie częściej, niż sobie wyobrażasz.

Co może uczynić rodzic, gdy zawodzą go dzieci? Oczywiście, nadal je kochać i modlić się za nie. Potem zaś pozwolić im odejść. Zostaw je w Bożych rękach. Pozwól Bogu zająć się całą sprawą.

Małżeństwo nie zawsze jest „bezpieczną przystanią”, której oczekiwałaś

Jednym z przesłań, których nie udaje się nam przekazać młodym ludziom, jest to, jak trudno zbudować satysfakcjonujące i szczęśliwe małżeństwo. Wierzymy, że największą szansę mamy wtedy, gdy oby­dwoje partnerzy są oddanymi chrześcijanami. Nawet wówczas jednak wymaga to ciężkiej pracy. Niepowodzenie w kwestii uczynienia swo­jego związku bezpieczną przystanią, w której współmałżonkowie czują się emocjonalnie niezagrożeni i nawzajem się wspierają, prowadzi do reaktywnej depresji.

Choroba, silne zaburzenia emocjonalne u partnera, konsekwencje traumy w dzieciństwie i wiele innych czynników, mogą zagrozić mał­żeńskiemu bezpieczeństwu i szczęściu oraz stać się dotkliwym obcią­żeniem dla każdej zaangażowanej osoby. Kobiety potrafią, oczywiście, wiele uczynić dla polepszenia swoich związków. Nasza kultura jednak utwierdza nas w przekonaniu, że dobre małżeństwo po prostu spada z nieba, a jeśli nie, powinniśmy odciąć się od naszych niepowodzeń i wybrać sobie kolejnego partnera. Tego właśnie uczą nas filmy.

Jeśli sądzisz, że nie możesz zaufać współmałżonkowi, lub że nie jest dostępny, ani nie reaguje na twoje potrzeby, zdecydowanie zachęcamy, abyś szukała pomocy u kompetentnego małżeńskiego doradcy. Gdyby twój partner nie zechciał pójść razem z tobą, idź sama. To niesamowite, co może uczynić doradca, by pomóc związkowi, pracując tylko z jedną stroną. Zatroszcz się więc o siebie, a czyniąc to, być może wpłyniesz zachęcająco na partnera, by zechciał zrobić to samo.